Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fale Alpha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fale Alpha. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 sierpnia 2014

Z ambony

Witam wszystkich i proszę o chwilę uwagi.
                Dla tych, którzy czytują umieszczane przeze mnie na „Austerii…” opowiadania, niniejszy post, a właściwie to, o czym on będzie, może wydawać się nieco zaskakujący. Że co? :O Omegon, ten od smoków, magii i kosmicznych rzeźni? No cóż…
                Mało kto wie, a przez mało kto mam na myśli, że wie tylko Freyja ( link do której znajdziecie w moim Dziale Promocji, polecam soł macz), ale oprócz krwi i wnętrzności mam też inne hobby :D. A jest nim historia. Ale do czego zmierzam, bo póki co, to brzmię jakbym pisał list pożegnalny…
                Ostatnimi czasy z wyżej wymienioną już Freyją, pracowaliśmy nad nowym projektem i w końcu udało nam się go rozpocząć. Serdecznie zapraszam każdego zainteresowanego na współtworzony przez nas blog, który możecie znaleźć tutaj:

                Tłem historycznym dla historii, którą będziemy tam publikować, jest III Wojna Północna, zwana także Wielką Wojną Północną – trwający dwadzieścia jeden lat konflikt zbrojny pomiędzy Szwecją (do której w późniejszych latach przyłączył się Hetmanat Ukrainny i Imperium Osmańskie), a koalicją min. Danii, Saksonii, Rzeczpospolitej i Rosji. Na czele będącego u szczytu swej potęgi Królestwa Szwecji staje młodziutki, piętnastoletni władca – Karol XII Wittelsbach. Widząc swoją szansę, potęgi europejskie postanawiają wypowiedzieć Szwecji wojnę… 

środa, 23 lipca 2014

Coś nowego soł macz ^^

          

          Witam wszystkich. Poświęciłem dzisiaj troszkę czasu i ogarnąłem w końcu tego bloga, bo już mi samemu zaczęło się robić trudno poruszać po tym całym bałaganie, który się tu zrobił. Jest prawie sto postów, nie można klikać w nieskończoność, żeby dostać się do tych najwcześniejszych... A co zrobiłem? Ruszyłem leniwe dupsko i pobawiłem się stronami...Klik w zakładkę, i jest lista linków do poszczególnych rozdziałów. Coś, co każdy ma od dawna, a ja jak zwykle na czas ^^           
           Mam nadzieję, że to ułatwi komuś, no, może jeśli nie życie, to chociaż nawigowanie po Austerii :) A, i jak widać, dodałem tajemniczą stronę "Primarch"...Otóż, (i to informacja głównie dla Ady, bo jak na razie tylko Ona pozostaje wierną fanką moich Warhammerów), pisząc Angrona, nabrałem ochoty, żeby stworzyć jakieś właśnie takiej długości opowiadanka o jego braciach. Kolejna będzie o (chyba) o znanym już Perturabo i planecie robali. Reszta pojawi się jak tylko coś wymyślę. 
         Dla reszty- jest oczekiwany przez Neo "Diabeł", który zbliża się ku końcowi (sorry stary, to nie miało nigdy być długie :/), a w najbliższym czasie pojawi się Wojna o Midgard. 
PS. Kto kojarzy co znajduje się na zdjęciu, ten wie ^^

sobota, 28 czerwca 2014

Warhammer





OMG! :O Jak się jaram, normalnie zaraz nie wytrzymam i dostąpię samozapłonu...To jest lepsze niż najlepsza rzecz jaką w życiu widziałem! Tak, jestem beznadziejnym, niereformowalnym nolifem, który z otwartą gębą wpatruje się w podobne cudeńka, ale no jak można mnie winić? :D To jest...Piękne! Akurat jak w Isthmusie miałem wprowadzać wątek Szarych Rycerzy...No nie mogę...Tak się napaliłem na pisanie teraz, że hej! Akurat po Midgardzie, przyszła pora na Isthmus... Czekając na ten film, już czuję się jak trzyletnie dziecko na Gwiazdkę ^^ 

środa, 7 maja 2014

Dzień III

No, i już jestem po wszystkich obowiązkowych maturach pisemnych... Matma mnie trochę zaskoczyła, tu się przyznam bez bicia... Po prostu ja jestem humanista, a nie... No, ale myślę, że około 64% będzie więc nie ma tragedii. Dzisiaj to było cudo, a nie matura. Gdyby nie to, że płyta odtwarzała każdy dialog po dwa razy, dodając przy tym niepotrzebne pauzy na "przenoszenie na karty odpowiedzi", to bym skończył w pół godziny. Jedynym problemem był dla mnie oczywiście list, którego nigdy nie potrafię napisać na te cholerne poniżej 200 słów...Czemu, czemu moja kreatywność jest ograniczana w tak brutalny sposób? Płakać się chciało, jak musiałem prawie połowę wykreślić, bo wyszło prawie 300...A takie ładne zwroty miałem...Skończyłem krakowskim targiem na 164, nic więcej nie miałem serca wykreślić. BTW.   Powodzenia w ocenianiu tego listu panie/pani Egzaminator, duuużo przekreśleń.
    Wyszedłem o 10:15, i potem miałem czekanie do 14 na rozszerzoną. Jakiś mózg wymyślił, że mamy mieć obie w ten sam dzień...Poszliśmy na pizze, a wiadomo, nie je się na sucho, więc hmm...Piwo to nie alkohol, więc wiadomo. Tym bardziej, że do 14, to już żaden alkomat nic nie znalazł. Na rozszerzonej znowu był cyrk. Gramatyka, słuchanie, słowotwórstwo...Banalne wręcz....Opowiadanie? Człowiek przyzwyczajony do długich tekstów, a tu mu każą w max 300, bo jak przekroczysz to 0 pkt za formę...I jeszcze oczekują "bogactwa językowego", i żeby to miało ręce i nogi. Byłem z siebie dumny, bo wyszło "tylko" 416 słówek..."The","a","an"...to cholerstwo jest jak jakaś szarańcza, która pożera prawie połowę limitu! Po raz kolejny, zabijają moją twórczość...W imię czego? Co szkodzi usunąć górną granicę? To w końcu ROZSZERZONA! Z krwawiącym sercem skasowałem barwne opisy przyrody, ludzi i miejsc... I wyszło to takie miałkie, że w życiu bym takiego opowiadania nie napisał z własnej woli...Takie literackie sepuku...
      Skończyliśmy o 17:20, w domu byłem o 19...A jutro co? Ustna z polskiego, na 9 rano :D Zbuntowałem się, i stwierdziłem, że nie ma się po co uczyć, wczoraj umiałem, jutro też będę ^^. Jeszcze tylko dwie daty: 16- ustny angielski (kaszka z mleczkiem), i 20-pisemny z historii. Oczywiście są jeszcze egzamin zawodowe w czerwcu, ale to to już się będę martwił w czerwcu. Jutro wieczorem postaram się już wrzucić kolejną część "Wojny o Midgard", bo już dawno nie było ^^ 

poniedziałek, 5 maja 2014

Dzień I


       No i już. Wiele szumu, tak naprawdę o nic. Dzięki niesamowitej mocy internetu, i pracy jakichś nieznanych mi ludzi, którzy akurat nie mieli nic lepszego do roboty, napisałem dziś maturę z języka polskiego. To nic, że się spóźniłem, i zamiast o planowanej 8:30 wparowałem do sali o 8:51. To nic, że dyrektor okazał mi wyrozumiałość, i wrzeszczał tylko przez 5 minut. To nic, że zostało mi najgorsze miejsce, zaraz przed komisją pilnującą. To nic, że wypisały mi się 3 z 4 długopisów, które ze sobą wziąłem. A, i to nic, że kompletnie olałem kwestię lektur, i nie zadałem sobie trudu z czytaniem streszczeń czy czegokolwiek.
       Uwielbiam, uwielbiam czytać. Ale nie lektury. Nie wiem, czy to kwestia tego, że są mi narzucane, i odzywa się moja buntownicza natura, czy też po prostu do kanonu trafiają same nudne i mdłe tytuły. No, z jednym wyjątkiem. Mówię oczywiście o Trylogii Sienkiewicza. Och, ileż ja godzin przesiedziałem wyjeżdżając z Panem Skrzetuskim na podjazdy, hulając z Jędrusiem, i współczując Małemu Rycerzowi jego nieszczęśliwych romansów. Ileż mąk wycierpiałem wraz z nimi wszystkimi, gdy patrzyli na cierpienia umiłowanej Ojczyzny..."Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało". Samo "Ogniem i mieczem" przeczytałem ponad dziesięć razy. "Potop" troszkę mniej.
       Najwięcej problemów miałem z "Panem Wołodyjowskim", bo tam za dużo było romansów, a za mało szabli. W każdym razie, "Potop" był jedną z 4 lektur, które przeczytałem w całości w szkole średniej ("Zbrodnia i kara", "Potop", "Dżuma", "Ferdydurke" -bo mnie bawiło streszczenie, więc pomyślałem "co mi tam"). I co? Przychodzi matura, temat numer jeden: "Żołnierskie emocje bohaterów "Potopu" Henryka Sienkiewicza. Na podstawie przytoczonego fragmentu powieści omów stany emocjonalne, zachowania i sytuacje ukazanych w nim postaci". No i powiedźcie, że nie jest prawdą, jakoby "głupi miał zawsze szczęście" :D. Nawet już nie sprawdzałem drugiego tematu, ("Na podstawie fragmentu "Wesele" Stanisława Wyspiańskiego, porównaj poglądy Poety i Gospodarza na temat poezji narodowej oraz przedstaw sądy bohaterów o Polakach"), bo gdy tylko przeczytałem "Wesele" wyskoczyło mi w głowie:





     No, bo po co ryzykować dobre zdrowie, jak można napisać o czymś, co do czego ma się 100% pewności? Prawie mi brakło miejsca, egzaminator będzie miał co czytać. Kompletnie nie rozumiem paniki swoich rówieśników. Najgorsze było to ich mądrowanie co do odpowiedzi ^^ Osobiście, nie mam najmniejszego zamiaru szukać rozwiązań w internecie. Wolę poczekać na oficjalne wyniki. I tak już nic nie zmienię, karta oddana, koniec. Więc...Po co sobie psuć nerwy? :D

czwartek, 24 kwietnia 2014

Tytuł roboczy: "File 20894757563353451-classified"

    Tytuł posta ulegnie zmianie. Albo i nie, co ja tam wiem...Stwierdziłem, że jakoś wypada coś napisać od siebie, bo dawno nic takiego nie było. Przekroczyłem niedawno granicę 70-ciu postów, i 170 komentarzy. Jakaś ich część jest oczywiście moja, domyślam się nawet, że spora, ale to i tak więcej niż się spodziewałem zakładając tego bloga...Ten blog...No i to jest problem z wyrazami obcymi.Ten elektroniczny, ogólnodostępny dziennik. A właściwie to notatnik, zważywszy na to, że 95% contentu to opowiadania. I znowu się poprawie."Wojna o Midgard" już dawno przestała być "opowiadaniem", sądząc po ilości stron (174 w Wordzie), śmiało mogę nazwać ją książką. Może kiedyś, jak już kompletnie nie będę wiedział co robić z kasą, wydrukuję sobie ładny egzemplarz, ot tak, dla własnej satysfakcji.         
      Tu małe info dla każdego kto jest zainteresowany- przygody Ivara wielkimi krokami zbliżają się do końca. Nie mówię, że w tym miesiącu, bo może niekoniecznie, zależy jak będę stał z czasem...Ale już naprawdę niewiele zostało. Mam już plany na kolejny cykl, ba, spisałem sobie kilka, według mnie najbardziej wartych uwagi, spośród tych, które przyszły mi do głowy, także gdy "Wojna o Midgard" będzie finito, od razu biorę się za coś nowego. Pozostaje oczywiście "Isthmus", który nie wszedł jeszcze nawet w główną fazę fabularną, ale wejdzie, już napisałem pod to podwaliny... W międzyczasie postaram się też wrzucać jakieś shorty, ale naprawdę, naprawdę krótkie, góra dwie części. Bardzo się mi spodobał pewien pomysł na cykl luźnych opowiadań, bez jakiejś głównej fabuły i wielkiego sekretu, coś w stylu "Kryminalnych zagadek Miami",wiadomo o co chodzi. Ale tematyka odbiegająca, nie umiem pisać o współczesnych metodach śledczych. Ogólnie, nie przepadam za pisaniem o współczesności. Z pewnym właśnie wyjątkiem, ale to w swoim czasie. Spróbowałem też swoich sił w czymś co można by uznać za swego rodzaju pamiętnik, czy coś w tym rodzaju, efekty można zobaczyć poniżej. Szczerz- dobrze się przy tym bawiłem. Jeśli się spodoba, mam kilka innych "przemyśleń z dnia codziennego", które mógłbym przedstawić w podobny sposób. 
      Nie wiem, czy jutro coś się pojawi, zależy od stanu, w jakim wrócę do domu ^^ Jak zapewne część osób wie, jutro, klasy maturalne kończą szkołę. A wiadomo, jak się ma w klasie 24 innych chłopaków, i zero dziewczyn, to takie okazje TRZEBA uczcić w odpowiedni sposób. Dlatego idziemy na mszę, a potem na pizzę wegetariańską, bo biedne zwierzątka, to nasi przyjaciele, nie jedzenie. Każdy wie, że śpiewanie "Hossanna" przez bite cztery godziny, i samobiczowanie, jest męczące, stąd mój wniosek, że mogę wrócić do domu...zmęczony. A jeszcze muszę do 8 maja skrobnąć prezentację maturalną, bo choć temat łatwy ("Różne postawy patriotyzmu w literaturze"), to i tak coś tam pasuje mieć, choćby po to, żeby pokazać komisji jakiś konspekt. Niech znają ciężką pracę! Zwłaszcza, że mój wywiad donosi, że panie z mojej komisji, są wymagające. Oj tam, oj tam. Mój przykład patriotyzmu w postawie Eddarda Starka, który pomimo śmiertelnego niebezpieczeństwa ze strony Lannisterów, postanowił wspomóc króla Roberta Baratheona, Pierwszego Tego Imienia, Władcę Andalów, Rhoynar i Pierwszych Ludzi, Lorda Siedmiu Królestw i Protektora Królestwa,ginąc za swą lojalność, zdmuchnie im tusz z rzęs. Tak naprawdę, to jedyne czego się obawiam, to matematyka. Oj stracę ci ja punktów na tym, stracę! :P NA próbnej miałem tylko 82 %...Taki wstyd...Mogłem się uczyć, a nie podchodzić z marszu...:D Ok, przechwalam się teraz, ale cóż...^^ Lepiej być zbyt pewnym siebie niż nieśmiałym i niepewnym swojej wartości. Co nie zmienia faktu, że od 5 do 8 maja, możecie trzymać za mnie kciuki :D Gdyż jak to powiedział mój ulubiony bohater "Pieśni Lodu i Ognia": "Hodor!"
       Pod koniec, chciałbym podziękować wszystkim, którzy czytają moją radosną twórczość pomimo jej niedoskonałości, i wspierają mnie miłymi komentarzami.Dziękuję Wam serdecznie, polecam się na przyszłość, zamierzam tu bowiem jeszcze trochę zostać. A, i wiem, że może niektórym nie odpowiada wygląd mojego bloga, ale no cóż, marny ze mnie designer. Wylewające się flaki i wyrwane wątroby przedkładam na coś tak błahego jak estetyka. A phi! Pfff...:P A tak serio, to mam dwie lewe ręce jeśli chodzi o cokolwiek związanego z projektowaniem stron. :( 
I pamiętajcie: Tutaj wszystko jest:


czwartek, 20 marca 2014

Update :)

             Postanowiłem wprowadzić trochę nowości do tego bloga, rozpoczynając kolejne opowiadanie, tym razem, postaram się je zrobić krótsze od "Wojny o Midgard", którą zresztą nadal będę kontynuował, także nie ma co się martwić ^^. Isthmus jest historią osadzoną w uniwersum Warhammera 40k i jest totalnie fanboyowskie, a co, też mi wolno, natknąłem się na sporo opowiadań w klimatach Harrego Pottera i innych popularnych książek, znaczy, że to nic nadzwyczajnego, a moja fascynacja Imperium Ludzkości musi znaleźć gdzieś ujście, no bo co w końcu kurcze blade! :D Postaram się w najbliższym czasie wrzucić post, w którym przybliżę sylwetki poszczególnych bohaterów, jakieś obrazki itp... jednak to dopiero po tym jak fabuła wejdzie w swoją właściwą fazę, póki co jest to wątek związany z główną historią, jednak sam w sobie nią nie jest, można to nazwać prologiem jeśli się ma akurat takowe życzenie, ale nie polecam. :P Miałem ostatnio sporo spraw na głowie, całe szczęście, udało się wszystko załatwić jak chciałem, mam więc teraz sporo czasu, będę pisał i pisał, aż przyjdzie matura, na którą nie będę miał prezentacji :D Właściwie, to to nowe opowiadanie to taka "zapchajdziura" mająca na celu zagospodarowanie wolnego czasu, który musiałbym w przeciwnym razie spędzić na nauce ^^ A tak pomiędzy kolejnymi odcinkami South Parku i kilku innych seriali (notatka dla siebie- trzeba zrobić post z ulubionymi serialami :) ) siadam sobie i tworzę. 
      Co by tu jeszcze...A, no tak! Nie spodziewałem się, że "Wojna o Midgard" wyjdzie taka długa :O opowiadanie ma już 166 (!) stron w Wordzie...WOW....A w planie jest jeszcze dość fabuły, by zapisać kolejne tyle samo :D Chociaż ostatnio chyba nikt tego nie czyta :P No nic, miłego Dnia Wagarowicza, lub jak to się u nas mówi, "Matki Boskiej Nieobecnej" ^^ I niech Was Benhakker prowadzi.
    P.S. Proszę, oto nuta, którą katuję od kilku dni...Według mnie jest świetna!

poniedziałek, 24 lutego 2014

Hejj:-)

Nooooo, dzis przyszedl zamowiony dysk, zdazylem go juz podpiac, ale poki co, nie chcialo mi sie instalowac Windowsa, ani zrobic tych wszystkich innych bzdur, ktore sa niezbedne do prawidlowego dzialania komputera. W zyciu nie podpinalem sam zadnego podzespolu, mam nadzieje ze nic nie schrzanilem i nie poczuje po raz drugi zapachu palonych przewodow. Zostala mi garsc srubek, z ktorymi nie mam pojecia co zrobic, a nadal wszystko wydaje sie dosc solidnie zespolone... Strasznie duzo materialow marnuja przy tej elektronice, naprawde :-D Niestety, rozne sprawy, ktore mam obecnie na glowie sprawia,ze najwczesniej za pisanie kolejnej czesci opowiadania bede sie mogl wziac dopiero w piatek. Wiadomo, matura za niedlugo to cisna, bo im sie wydaje,ze jak sie jeden z drugim nie nauczyl przez 4 lata, to w trzy miesiace nadrobi,maratonem...  A wrzuce jak tylko skoncze ^^ Probowalem pisac recznie, ale rozbolaly mnie palce, taka ze mnie krolewna :-/ Zreszta, potem to jeszcze przepisywac...No troszke bez sensu... Caly ten post to jedno wielkie "For the glory of Chaos", ale coz zrobic, jak czlowiek rozemocjonowany:-D. O, ale za to wymyslilem bardzo fajny (wedlug mnie) sposob na porozumiewanie sie pomiedzy Ivarem a Saladynem. Zadne tam czytanie w umysle...No i musze w koncu kogos usmiercic, boo dawno nikt dobry nie zginal:-D:-D A moze nie...

sobota, 15 lutego 2014

Arrrrrrrrrrrrgh!!!

Noo, to mysle,ze to by bylo na tyle...Padl mi wlasnie komputer,sadzac po dochodzacym z wnetrza klikaniu, nastapilo mechaniczne uszkodzenie dysku twardego,a tak przynajmniej mowia internety... Znaczy to tyle,ze jest zle,naprawde zle,az mam ochote rozwalic to dziadostwo na kawaleczki. Siedzialem dzisiaj prawie 6 godzin,napisalem kolejne 12 stron opowiadania... I co, i poszlo z dymem:'( Znaczy jakby byl dym to bym jeszcze zrozumial,ale tu nic,ot nagle sie nic nie chcialo uruchomic, i to wnerwiajace klikanie sie objawilo,niczym "glos wolajacego na pustyni"... Ale wiecie, tam opowiadanie opowiadaniem, szkoda,ale jakos bym przezyl...PRACA MATURALNA, too jest prawdziwy bol, sie w koncu naucze moze i zaczne co wazniejsze rzeczy nagrywac na pendrive'y czy cos takiego, bo to nie na moje neeerwy jest:-P Jak pomysle,ze bede musial jeszcze raz to robic.....uuuuuuh....Nie wiem kiedy wrzuce kolejne rozdzialy, to zabilo moja wene na jakies milion lat:-/ za brak polskich znakow przepraszam, ale moj telefon ma strasznie wredny system uzywania ich, trzeba przytrzymac dosc dlugo, nieee chce mi sie:-P... A podobno "Emperor protects":-/...Wstawie jakiegos update jak sam bede wiedzial cos wiecej,na razie wybaczcie, ide sobie kulturalnie poprzeklinac na zewnatrz:-) Ja wiedzialem,ze trzeba bylo wczoraj zgodzic sie na ta wrozbe od Cyganki...:-/

piątek, 7 lutego 2014

Legenda

Znalazłem właśnie coś, co napisałem jeszcze w roku 2012 na szkolny konkurs z okazji 50-cio lecia istnienia placówki. Można było wybrać pomiędzy dwoma pracami: legendą o powstaniu szkoły, i opowiadaniem jak nasza Światynia Oświaty będzie wyglądać za kolejne pół wieku. Razem z kolegą ustaliliśmy, że napiszemy legendę. Ale nie taką zwykłą, nie nie! My, jako fani radosnej twórczości Git Produkcji, czyli takich hitów jak Sarnie Żniwo, czy Wściekłe Pięści Węża, oraz kultowch już kreskówek z Kapitanem Bombą, musielismy zrobic to we własnym stylu. Tak oto powstał poniższy mit, opisujący jakże chwalebne początki naszej szkoły ^^ Jest dość mało opisów, ponieważ był limit stron (który i tak przekroczyliśmy). Idea była taka, by każdy z bohaterów był odzwierciedleniem uczącego nas grona pedagogicznego. Z dumą informuję, że zajęliśmy pierwsze miejsce, a polonistki były uchachane od ucha do ucha :) Enjoy! P.S. może być, że niektóre mnejszości etniczne mogą się poczuć urażone :D Nie jest to legenda poprawna politycznie ^^


Dawno, dawno temu za siedmioma górami, za siedmioma pagórkami w okolicach Głóbałówki mieszkał sobie Bogusław Łęcina z wykształcenia domokrążca, zajmujący sie handlem nielegalnymi towarami oraz jego przyjaciel Wacław, który nie miał nazwiska, albowiem nie znał swojej matki. Bogusław zajmował sie uprawą rododendronów na swojej plantacji, a Wacław natomiast uprawiał buraki ćwikłowe w słoikach. Wiodło im się jako tako, nie opływali w luksusy, ale zawsze mieli na kromkę ze smalcem. Tłuste lata nie trwały jednak długo. Pewnego dnia Bogusław i Wacław udali się na nocną eskapadę do miasta stołecznego- Tarnowa. Gdy wrócili następnego dnia, widok który ukazał sie ich oczom był przerażający. Obaj modlili sie aby był to efekt substancji zażywanych zeszłego wieczoru.

Obie plantacje poszły z dymem w wyniku ataku nieznanego pasożyta, który pojawił się ni stąd ni z owąd atakując zarówno rododendron jak i buraki ćwikłowe. Naczelny ogrodnik dr inżynierii stosowanej Pelagia Beatowicz pracująca dla obu przyjaciół zidentyfikowała pasożyta jako Blatella Germanica a po naszemu prusak. Jednak identyfikacja nie mogła odwrócić nieuniknionego. Obie plantacje nadawały się do zamknięcia. Podczas sterylizacji ogniem Wacław, którego zarówno ojciec jak i pradziad byli budowlańcami znalazł w zgliszczach coś co odmieniło ich życie. Gdy stał pośród płomieni lejąc na prawo i lewo spirytus domowego pędu jego oczy oczy zostały porażone blaskiem odbitym od lśniącego ostrza kielenki ukrytej zmyślnie za tapetą. Należała ona do jego dziadka, który porzucił rodzinny biznes aby oddać się grzesznej pokusie studiowania (został uznany za zakałę rodziny). Na kielence wyryto łacińską sentencję: "et nunc celeritas mesh", która była dla niego niejasna gdyż uczęszczał jedynie do podstawówki, jednakowoż jej nie ukończył. Udał sie ze swym skarbem do Bogusława aby nad kieliszkiem przedyskutować kwestie związane z przyszłością  ich obojga. Postanowił iść w ślady ojca, i zostać budowlańcem. Bogusław, którego ojciec był nauczycielem pasania baranów wpadł na pomysł połączenia obu fachów i założenia szkoły budowlanej. Mając przed oczami wytyczną i z kielnią dziadka w ręce, udali sie do miasta w celu zakupienia materiałów budowlanych. W podmiejskim szynku spotkali człowieka o niecodziennym nazwisku i bogatej przeszłości- Tom i Lee Jones'a. Na codzień zajmował sie finansami, i prowadzeniem dziennika w którym opisywał każde, nawet najmniejsze wydarzenie. mimo sławy alkoholika nie był nim, gdyż pił tylko w czyjeś imieniny. Zaczepił on Wacława puszczając mu oczko i zagadując "Dostałem cynk,że jest świeży tynk! Powiem Wam gdzie go dostaniecie za darmo jeśli przyjmiecie mnie do Waszej bandy." Wacław, który miał żydowskie korzenie od razu zgodził sie na transakcje. Gdy furmanka była pełna materiałów wrócili do domu po drodze zahaczając o monopolowy. Bogusław i Wacław udali sie na dobrze zasłużony odpoczynek zostawiając materiały pod opieką Toma i Lee Jones'a. Gdy kończyli ostatnią butelkż zmorzył ich sen. Nie wiedzieli,że Tom i Lee Jones spał już wóczas jak suseł, gdyż on również nie wylewał za kołnierz. A gdy cieć śpi, Cyganie harcują. Tabor cygański pod dowództwem Adolfiny von Letzte tylko czekał na okazje. Pod osłona nocy zrabowali nabyte przez przyjaciół dobra i oddalił się w strone zachodzącego księżyca.

Tom i Lee Jones zbudziwszy sie nad ranem zauważył nieobecność materiałów jak również charakterystyczne koleiny pozostawiane tylko przez powozy ciągnięte przez Cyganki. Z lekką delirka ruszył ich śladem. Pare godzin później również Wacław i Bogusław wstali, i również zauważywszy kradzież ruszyli w pościg. Toma i Lee'go Jonsona znaleźli w najbliższej wsi, gdzie leżał trawiony gorączką. Zanieśli go do miejscowego znachora Krzysztofa, który okazał sie również wróżem. Wyleczył on Jonesa, ale z odpowiedzią na pytanie o miejsce pobytu Cyganów nie poszło mu tak łatwo. Barometr i laseczka ebonitowa, tak pomocne przy leczeniu Toma i Lee'go okazały sie bezsilne wobec Cygańskiej magii. Na szczęście wróż znał kogoś kto mógł im pomóc. Był to słynny mędrzec z tajemniczego tybetańskiego zakonu Montepulciano- Pedro-san. Jednak sprawa z nim nie byłą prosta, albowiem mówił on wyłącznie zagadkami. Wróż zawezwał swojego szwagra Wiesława, który był furmanem. Miał on ich zawieźć do Tybetu. Podróż nie trwała długo gdyż Wiesław zawsze sie śpieszył i był nerwowy. Gdy Bogusław i Wiesław przekroczyli próg zakonu Pedro-san przywitał ich z otwartymi ramionami i dał im dwie konstruktywne rady: "Rower jadący po prostej to pojazd napędzany siłą mięśni... Natomiast ten jadący pod góre napędzany jest siłą woli. Ukąszenia świni bolą, ale rany zadane leszczyną goją sie dłuzej". W interpretacji pomogła im Tłumaczka zakonna- Dzierżysława. Narysowała ona tabelkę, w której przeanalizowała poszczególne słowa Pedra, gdyż jak mówiła w ten sposób mogła mieć wszystko jasno i przejrzyście przeanalizowane. Z analizy wynikało, iż informacje na temat miejsca w którym ukryte zostały materiały znajdują sie w starożytnym Cygańskim Manuskrypcie, który znajdował sie w posiadaniu koczowniczego plemienia Cygan, których tabor obecnie obozował w pobliżu klasztoru. Odszukać ich było łatwo, ale zdobyć dokument juz nie tak łacno. Dzierżysława doradziła Bogusławowi aby udał się do miejscowej oberży, w której mógł zwerbować kogoś kto podejmie się tego niebezpiecznego zadania. Wśród tłumu różnego rodzaju podejrzanych elementów szczególnie wyróżniała sie jedna postać. Była to znana w okolicznych kręgach Elwira Szlaczek. była ona najbardziej wysportowaną łotrzycą po tej stronie księżyca. Za symboliczną opłatą 100 yenów zgodziła się ona zinfiltrować cygańskie środowisko i dostarczyć dokument. Pod osłoną nocy zakradła się sie do taboru, który nie był strzeżony albowiem żadnemu Cyganowi sie nie chciało stać na warcie. Wśliznęła się do namiotu króla cygańskiego i zaczęła go bezszelestnie przeszukiwać. Jednak w trakcie tej czynności, potknęła się o walające sie po podłodze skradzione dobra. Wylądowała twarzą na podłodze, co pozwoliło jej dostrzec obluzowaną klepkę. Wiedziona instynktem przetrwania, podniosła ja i ujrzała ukrytą pod nią szkatułkę. Wewnątrz znajdowało się najnowsze wydanie "Królestwa Jehowy", a pod nim poszukiwany przez nią Cygański Manuskrypt. Elwira, czym prędzej wydostała sie poza zasięg widzenia cygańskich kryształowych kul i odniosła dokument do klasztoru Montepulciano. Gdy tylko Dzierżysława zobaczyła tajemnicze pismo wydała z siebie jęk rozpaczy albowiem litery pochodziły ze wszystkich alfabetów świata, powoli acz skutecznie wykradane przez całe pokolenia Cyganów. Na szczęście w klasztorze znajdował się ktoś, kto mógł im pomóc. Pani archeolog Judyta Gałczyńska (zbieżność nazwiska ze sławetnym poetą jest zupełnie przypadkowa), która od lat prowadziła badania nad starożytną, i niezbyt znaną cywilizacją Romską. Po przestudiowaniu przez nią Manuskryptu, okazało się, że jest to spis wszystkich towarów skradzionych i sprzedanych przez Cyganów na całym świecie, z opisem towaru i informacją, do kogo trafił. Materiały budowlane Bogusława i Wacława figurowały w nim, jako skradzione przez Tabor Adolfiny von Letzte i odsprzedane transylwańskiemu (nie mylić z transwestytą) hrabiemu Draculi. Po tej informacji, na powodzenie misji odzyskania skradzionych towarów padł cień niepowodzenia. Jakże mieli pokonać potężnego wampira? Jednak i tu pomocna okazała się Judyta. W manuskrypcie odnalazła, bowiem inny przedmiot, potężny Bicz Tysiąca Boleści, który cyganie ukradli w zamierzchłych czasach poganiaczowi niewolników Kwintusowi Lentulusowi Batiatusowi, a następnie odsprzedali Yetiemu, a który mógł poskromić straszliwego hrabiego. Yeti, wbrew plotkom nie był wcale bestia. Był ubogim farmerem, którego nie było stać na golibrodę, a z powodu nadmiernego owłosienia musiał zamieszkać w górach. Ruszyli zatem do wioski położonej po drugiej stronie gór Tam tez spełniła się druga część przepowiedni Pedra-sana. Wacław, który postanowił oblać rychłe odnalezienie materiałów, znietrzeźwił sie w karczmie i legł zmożony snem w chlewie, został dotkliwie pokąsany w piszczel przez świnie. To potężnie osłabiło jego piszczel jednak potwierdzało, że zmierzają w dobrym kierunku. Droga pod górę nie była łatwa. Jednak po długim marszu zobaczyli w końcu lepiankę Yetiego. Po wyjaśnieniu sytuacji Yeti zgodził się oddać przyjaciołom Bat, który służył mu do wypasania Jaków ale pod warunkiem, że pomogą mu oni w jego pracy. Okazało się, że był on wynalazcą, który próbował stworzyć pierwszy komputer. Miał jednak trudności z ułożeniem pasjansa na BIOSIE. Bogusław, który od dziecka miał słabość do hazardu ułożył pasjansa w parę minut, za co wdzięczny Yeti podarował mu Bat tysiąca Boleści. Odprowadzając ich do wyjścia rzucił im na odchodnym: "Za tymi drzwiami są Himalaje, kraina niebezpieczna, zimna i nieprzyjazna człowiekowi. Miejcie sie na baczności przyjaciele!". Zapytany o powód, dla którego wybrał taką okolicę na dom odparł: "Za tymi drzwiami.. są Himalaje, a ja.... jestem królem Himalajów!". Po czym zawrócił zostawiając Bogusława i Wacława, aby mogli ruszyć do Transylwanii. U podnóża góry czekał na nich Wiesław z furmanką, na której pochrapywał lekko podpity Tom i Lee Jones. Muły ruszyły z kopyta. W zadziwiająco krótkim czasie dotarli do Transylwanii. Odnaleźć zamek hrabiego było łatwo gdyż każdy o nim słyszał. Jednak okazało się,że hrabia jest sprytniejszy niż im sie wydawało. Przed zamkiem czekał na nich Tajemniczy Żyły, niegdyś zwykły człowiek, jednak podążając drogą występku i rozpusty naraził sie na gniew Dobrej Wróżki, która zamieniła go w potwora. Był on sługą Draculi, który zapewniał mu pożywienie i strzegł jego zamku w dzień, kiedy hrabia spał. Był on uzbrojony w legendarny Leszczynowy Kijek-broń niepozorną, acz zabójczą. Nie pomogła próba przekupstwa, gdyż Wacław zaoferował za mało. Naonczas Bogusław spytał: "Czego pragniesz w zamian za przepuszczenie nas, przyjacielu?" "Jedyne czego pragnę, to powrócić do ludzkiej formy, aby móc czynić dobro! Umożliwi mi to jedynie Złota Kamizela, która jest w posiadaniu Smoka z Jaczna, straszliwej bestii, handlującej na lewo figurkami ze swoja podobizną i oscypkami. Tak sie składa,że jego jaskinia jest niedaleko, w tamtym zagajniku. Przynieście mi kamizelę, a przepuszczę Was!". Jednak na dźwięk słowa "smok" Bogusław zemdlał, a Wacław zemdlał. Widząc to Tom i Lee Jones, który czuł sie winny zaistniałej sytuacji, łyknął gorzałki i udał sie na poszukiwanie jaskini bydlęcia. Gdy już ją odnalazł, wszedł do środka. Tymczasem smok, czując zmieszany zapach oscypka, przetrawionej wódy i bełta, i nie mogąc go dłużej znieść, jako że był słabej woli- powiesił się. Tom i Lee Jones nie wierząc swemu szczęściu, przeszukał skrzynię stojącą w kacie jaskini w poszukiwaniu oscypków, które w tamtych czasach były rarytasem. Jednak ku swemu rozczarowaniu w skrzyni znalazł jedynie Złotą Kamizelę, którą czym prędzej, a najprędzej było na piechotę, odniósł Żyłemu. Ten, gdy tylko chwycił Kamizelę, odmienił sie z powrotem. Mógł też wtedy wyjawić Bogusławowi, że Bicz Tysiąca Boleści na nic się zda gdyż hrabia w dzieciństwie był na niego szczepiony, po czym oddalił sie aby cieszyć się życiem. Przygnębieni tą wieścią Wacław i Bogusław postanowili udać sie z powrotem do klasztoru Pedra-sana po kolejne wskazówki. Z nadejściem zmroku zatrzymali się przydrożnej zajezdni. Już od progu usłyszeli czyjś głos "Żresz jak bydle! Cham i prostak jesteś, nawet się nie zawstydzisz! Za takie zachowanie dostałbyś w moim klasztorze brzydką ocenę i został wyproszony z sali!". Zaciekawieni poszukali źródła tego głosu, którym okazał się być niepozornie wyglądający, odziany w czerń starzec o posiwiałych włosach z papierową korona na głowie. Tom i Lee Jones rozpoznał w nim człowieka, który odprawiał na nim w przeszłości egzorcyzmy po jednej z mocniejszych libacji, aby dusza wróciła do jego pijanego ciała. "To Ojciec Pijo! Najsłynniejszy łowca wampirów i wilkołaków! Chodźmy z nim porozmawiać, może będzie w stanie nam pomóc!". Przysiedli się wiec do egzorcysty, i zaproponowali mu coś do jedzenia, jednak ten odmówił gdyż jak powiedział "był jaroszem". Bogusław mruknął wówczas, że jeden Żyd w ekipie to i tak za dużo, jednak Tom i Lee Jones uciszył go tajnym chwytem sumo. Opowiedział Ojcu Pijo o problemie z Draculą, a ten przyznał, że ma coś co im pomoże. Tym czymś okazała się Magiczna Flet. Był to potężny artefakt, który miał moc wezwania tajemniczej istoty, która była obdarzona ogromną mocą. Aby ją wezwać należało zadąć w Flet jednocześnie wypowiadając łacińską sentencję "Joseph Dixitque ei tibia canentium Epistulae ad Corinthios «signum remissionis" Amen". Podziękowali duchownemu i czym prędzej ruszyli z powrotem do zamku Draculi. Gdy weszli do środka przywitał ich okrutny ziąb panujący w zamku. Przyczyna nie była długo tajemnicą. Wszystkie okna były pootwierane na oścież, i nie posiadały klamek, tak aby nie można ich było zamknąć. Co dziwniejsze jedno z nich było w połowie zamurowane. Na środku Wielkiej Sali, stało podwyższenie, na którym spoczywała trumna, z tajemniczym numerem 11. Po podniesieniu wieka ukazała sie twarz człowieka w średnim wieku, z delikatnym wąsikiem i okrągłymi okularami. Wówczas Bogusław zadął w Flet, a Wacław wypowiedział magiczne słowa. Błysnęło, huknęło i pojawiła i się Dobra Wróżka. Nie zadawała ona pytań, albowiem była mądra i wiedziała po co została wezwana. Pstryknęła palcami, podpisała pokwitowanie, i w jej ręku pojawił się...Leszczynowy Kijek V2. Był przepiękny,jakby zrobiony z dębiny, a bijąca od niego moc stawiała do pionu nie tylko włosy na głowie.Dotknęła nim czoła hrabiego, który otworzył oczy i zaczął świecić, co było później inspiracją dla twórców "Zmierzchu". Jednak ku zdumieniu bohaterów, nie zginął on, a jedynie zmienił się z powrotem w człowieka. Rozpłakał sie ze szczęścia,i zaraz wyjawił gdzie ukrył materiały odkupione od cyganów. Trzymał je na hołdzie górniczej za zamkiem, pilnowanej przez samego Diobła (nie mylić z Diabłem). Ruszyli więc z nadzieją w sercach ku (jak myśleli) końcowi ich przygody. Jednak Dioboł nie chciał oddać materiałów za darmo jako, że zbierał na nowego mercedesa-furmankę, gdyż stary miał już rok. Wacław jako człowiek nie przebierający w środkach wyciągnął gwóźdź i zagroził,że porysuje karoserie modelu stojącego przed domem Diobła. A była pięknie wykonana, z sosnowej żywicy i śluzu ślimaka. Pod taką groźbą Diobłu zrobiły się wielkie oczy i od razu wskazał im drogę do materiałów. W tym samym czasie tabor cygański pod dowództwem Adolfiny von Letzte próbował ponownie zawłaszczyć raz już skradzione dobra. Widząc nadchodzących zza hołdy Diobła, Draculę,Bogusława,Wacława i Dobrą Wróżkę i Toma i Lee'ego Jonesa Adolfina zaczęła pośpieszać swoich "ludzi": "Schnelap, schnelap cyganie, musicie hetsen! Oni zaraz tu Sein! Letzte cygan będzie surowo bestraft! Eine monate von chleben und woden!". Jednak Dobra Wróżka nie nazywała sie tak dla krotochwili. Szepnęła zaklęcie i wszyscy taborowicze zamarli w bezruchu. Tylko Adolfina, która miała największą moc czarodziejska wśród cyganów szeptała coś pod nosem, a brzmiało to jak "Scheize!". Wacław i Bogusław sprawdzili czy wszystkie materiały są na miejscu, a gdy okazało się,że tak posłali po Wiesława, który zaprzągł muły do skradzionych wozów i ruszył przodem z powrotem do Tarnowa. A sami bohaterowie wracali pieszo, zbierając po drodze wszystkich, którzy im pomogli i poziomki przy okazji, bo był sezon i za słoiczek, przy gościńcu można było zgarnąć nawet 2 złote. Gdy zebrali już wszystkich: Toma i Lee'go Jonesa, Wróżbitę, dr Pelagię Beatowicz, Pedra-sana, tłumaczkę Dzierżysławę, archeolog Judytę Gałczyńską, Yetiego. Ojca Pijo,Łotrzycę Elwirę Szlaczek, Żyłego, Draculę, Diobła, Dobrą Wróżkę, a nawet Adolfinę von Letzte ruszyli w drogę powrotną za Wiesławem. Z pomocą nowych przyjaciół szybko udało im sie wznieść gmach szkoły. Jednak szybko został on zamknięty przez sanepid, a następnie przejęty przez inkwizycję aż do roku 1962. Był to bardzo długi okres czasu i bohaterowie nie mieli nadziei na dożycie do tego momentu. Na szczęście Wróż Krzysztof znał sposób aby tego dokonać.Poznał on za czasów nauki w Akademii Nauk Paranormalnych (takich jak fizyka czy chemia) pewną kobietę, alchemiczkę, która twierdziła, że umie stworzyć napój zapewniający nieśmiertelność. Nazywała sie ona Żaneta Lantan. Mieszkała na ulicy Żydowskiej, gdzie dzisiaj mieści się Nudelek. Wróż udał się do niej i poprosił o stworzenie napoju. Zgodziła się, i nakazała przyjść za tydzień, albowiem tyle czasu eliksir musiał się warzyć, aby zadziałać. Po tygodniu, Gdy wszyscy zebrali sie w ciasnym mieszkaniu alchemiczki przemówiła ona do nich: "Oto daj Wam potężny eliksir, który zapewnia nieśmiertelność. Nazwałam go Karton Wiśniowy Mocny, gdyż w jego skład wchodzą wiśnie karton." Każdy wypił po wyznaczonej dawce specyfiku. Tom i Lee Jones Dostał mdłości, albowiem wywar był bezalkoholowy. Bogusław musiał go powstrzymywać przed zwróceniem go. I tak oto Wszyscy,co do jednego spokojnie doczekali wyzwolenia szkoły spod władzy Inkwizycji. W roku 1962 roku zabiły dzwony ogłaszające pierwszą lekcję w Zespole Szkół Budowlanych w Tarnowie. Bogusław został dyrektorem całej placówki. Pomagali mu Dioboł ze względu na skuteczność metod, i Dobra Wróżka, albowiem łagodziła spory pomiędzy Diobłem a uczniami. Wacław zadowolił się natomiast prowadzeniem warsztatów szkolnych. Pozostali skończyli jako nauczyciele. Musieli jednak zmienić nazwiska, aby nikt nie odkrył, że żyją wiecznie. Dracula posunął sie nawet do tego ze zgolił swój sławetny i magiczny wąs. Chodzi teraz po szkole i śpiewa pod nosem przebój trubadurów z czasów jego młodości "A gdybym zgolił wąs" (Odsyłam do odsłuchania w Internecie). Żyły, nie mogąc zapomnieć o dawnej pracy nadal pozyskuje krew, jednak teraz do szczytnych celów. Tom i Lee Jones jako ekspert od finansów, który zawsze umiał zainwestować, tak aby procent był wysoki inwestycja sie zwracała, po odwyku alkoholowym również został nauczycielem, ale nie zdradzę którym aby nie nadszarpnąć jego reputacji. Szkoła obfitowała w dostatki, a nauczyciele obrastali w piórka. Do dziś zostaje ona najlepszą tego typu placówką na terenie Tarnowa.



P.S. Ta legenda, tak naprawdę nie jest legendą. Jest to wolna interpretacja, parafraza fragmentu dziennika Toma i Lee Jonesa, odnalezionego przez nas uczniów podczas remontu szatni koło sali gimnastycznej. Zobowiązujemy sie jednak do zachowania tajemnicy, za przysłowiową 6 ze wszystkich przedmiotów dla całej klasy 3 A T4.




czwartek, 6 lutego 2014

Warhammer 40k

Bardzo jestem ciekawy ilu osobom cokolwiek mówi tytuł tego posta. Zapewne niewielu, ba jestem skłonny załozyć, że wszyscy po raz pierwszy spotykacie się z ta nazwą. A szkoda, bowiem to, co kryje się za tym skadinąd nietypowym zlepkiem wyrazów to świat, który zasługuje na uznanie, nie tylko pod względem złożoności, ale także dopracowanych szczegółów i imersji jaką się charakteryzuje.
Na uniwersum czterdziestego tysiąclecia natknąłem się już jakiś czas temu, było to dokładnie w 2004 roku, wraz z premierą polskiej wersji gry strategicznej pod tytułem "Warhammer 40k: Dawn of War". Tak, miałem wtedy 10 lat i lubiłem grać w gry komputerowe, zresztą nadal lubię, to żaden wstyd! Nie będe tu pisał o grze, gdyż patrząc na nia z perspektywy lat, i zdobytych informacji,wiem, że nie była ona zbyt wierna ksiażkom, na którch opierała sie jej fabuła. Jednak wtedy, odcisnęła trwały znak na moim młodym umyśle, napełniajac go obrazami potężnych wojowników walczących w imieniu Imperium Ludzkości przeciwko plagom Obcych i zdradzieckich legionów, które zbuntowały się przeciwko boskiemu Imperatorowi, niosąc ze sobą śmierć i zniszczenie. Niedługo potem ukazało się rozszerzenie "Dark Crusade", które wprowadzało możliwość wcielenia sie w inne rasy, pozwalając zrozumieć motywy kierujące każdym z gatunków zamieszkujacych Wszechświat. I to właśnie było kopniakiem, który nakazał mi zacząć szperać głębiej wokół fabuły, w wyniku czego odkryłem, że gry oparte są w rzeczywistości na książkach, pisanych nie przez jednego człowieka, a przez cały zespół pisarzy. Po długich poszukiwaniach, udało mi się znaleźć bibliotekę, w której było kilka tomów Dana Abnetta z cyklu "Duchy Gaunta". Gaunt, jest to pułkownik-komisarz jednego z regimentów Imperialnej Gwardi- liczącej miliardy żołnierzy siły zbrojnej, stanowiacej głównie mięso armatnie w potyczkach toczonych przez ludzkość. Bardzo mi się spodobały, jednak nie było to jeszcze to. Brakowało mi Kosmicznych Marines, czyli modyfikowanych genetycznie wojowników, którzy zakuci w potężne pancerze siłowe i uzbrojeni w śmiercionosne boltery oraz miecze łańcuchowe, stanowili główna siłę utrzymujacą Imperium w całości. Ale wkrótce i ten niedobór został zaspokojony, ponieważ udało mi sie kupić na allegro pierwszą ksiażkę z cyklu"Kosmiczny Wilk", opowiadajacą o losach młodego aspiranta Legionu Kosmicznych Wilków- Ragnara. Ale dopiero w tamtym roku natrafiłem na prawdziwą perełkę. Na amazonie dorwałem komplet książek z sagi "Herezja Horusa", opisujacej początki powstawania Imperium, i rozłam w jego szeregach, który doprowadził do ttułowej herezji. 22 tomy w jezyku angielskim! Nie mogłem przepuscic takiej okazji, a że akurat byłem przy kasie to co sobie miałem żałować! Obecnie jestem w trakcie czytania 14 tomu, i wciągam się coraz głębiej z każdą kolejną stroną.
Teraz chciałbym powiedzieć co nieco o fabule.
Jest trzydzieste ziemskie tysiaclecie. Nasza planeta, przemianowana na jej łacińskie miano- Terra, jest teraz poznaczonym śladami wojen nuklearnych i pozbawionym oceanów światem, na którym ludzkość chroni sie w potężnych miastach-kopcach, z których każde zdolne jest pomieścić po kilka miliardów mieszkańców. Walki, które oszpeciły planetę miały na celu zjednoczenie Terry pod władzą Imperatora, o którym wiemy tylko tyle, że jest zakutym w złoty pancerz gigantem, którego twarz otoczona jest zawsze kręgiem światła.


 W celu wygrania konfliktu, tworzy on w laboratoriach ukrytych głęboko pod Himalajami genetycznie modyfikowanych żołnierzy, którzy wzrostem i muskulaturą przewyższaja zwykłych śmiertelników. Po zjednoczeniu planety, Imperator ustanowił Wielką Krucjatę, majacą na celu podbój całej galaktyki i odnalezienie zaginionych w czasach Ciemnej Nocy rozsianych wśród gwiazd ludzkich kolonii. Jednak aby to osiągnąć musi ulepszyć swoich wojowników, ponieważ zwykli ludzi nie byliby w stanie sprostać temu wyzwaniu. Dlatego też, ze swojego DNA tworzy dwudziestu nadludzi, tak zwanych Patriarchów, z których każdy posiadał cząstkę mocy swojego ojca.
Z kolei na podstawie ich genów powstaje dwadzieścia Legionów Adeptus Astartes, Kosmicznych Marines.
Jednak w wyniku sabotażu, młodzi Patriarchowie zostali uprowadzeni i rozrzuceni po najdalszych zakątkach kosmosu, co zmusza Imperatora do staniecia na czele Krucjaty. Wyprawę wspierają marsjańscy Kapłani Maszyny- Adeptus Mechanicum.
Są oni ludźmi, którzy systematycznie zastępują swoje ciało i organy wewętrzne cybernetycznymi implantami, aby osiagnąć pełnię obcowania z Bogiem-Maszyną. Dostarczają siłom Terry statków kosmicznych i potęznych machin wojennych, majacych ułatwić zadanie podboju galaktyki. Planeta po planecie, kolejne ukłądy gwiezdne zostaja przyłączone do rozrastajacego sie Imperium. W końcu, w jednym z nich zostaje odnaleziony Horus- jeden z Patriarchów. Imperator stawia go na czele wojowników wyprodukowanych z jego ziarna genetycznego i wspólnie kontynuują Krucjate. Wkrótce odnajduje się reszta zagubionych dzieci. Pochłonięty ważnymi sprawami Imperator wraca na Terre, zostawiajac dowodzenie Horusowi, nadajac mu tytuł Mistrza Wojny. Jednak pozbawiony kontroli ojca patriarcha, ulega podszeptom Chaosu- pierwotnej siły czajacej się poza granicami kosmosu, wiecznie pragnacej zyskać dominację nad światem żywych. Horus przeciaga na swoja stronę ośmiu  braci i wspólnie rozpoczynają kampanię przeciw swojemu ojcu. Siły rebeliantów po szeregu drobniejszych potyczek z lojalnymi Legionami docieraja do Terry, gdzie na terenie pałacu Imperatora, mieszczącego się na szczycie Mount Everest'u, dochodzi do ostatecznej bitwy, w której ojciec i syn walczą na śmierć i życie. Horusowi udaje się śmiertelnie zranic swojego stwórcę, ten jednak ostatnim wysiłkiem woli zabija zdrajcę. Umierajace ciało Imperatora zostaje złożone w Złotym Tronie- urządzeniu, które podtrzymuje go przy życiu. Niedobitki rebeliantów uciekają by ukryć się w Oku Grozy- układzie gwiezdnym, na którym panuja siły Chaosu. Dla Imperium rozpoczynaja się wieki walki o przetrwanie.
No i jak tu tego nie lubić?? Dodatkowo powiem, że historia II i XI Legionu Kosmicznych Marines jest tak tajemnicza, że zapiski o przyczynach ich zniknięcia zostały wymazane z imperialnych kronik :) Taki smaczek :) Opisałem to wszystko nieco chaotycznie, ale trudno streścić pięćdziesiąt tomów w krótkim tekście :) Mam nadzieję,że się podobało, i że ktoś zaciekawi się na tyle, by siegnąć po ksiażkę z uniwersum Warhammera 40k :) A dla tych co nie przepadaja za czytaniem, jest film! Nosi tytuł "Ultramarines"..Co prawda jest to animacja, ale to chyba zrozumiałe biorąc pod uwagę ile kosztowałyby kostiumy i efekty specjalne..

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Nominacje do VBA

NOMINACJA NR 1
HEEEEEEEEEEEEJ!!!!! J
Moje pisanie zostało nominowane przez przypadek do Versatile Blogger Award przez blogerkę prowadzącą stronę: http://chizu-chan-opowiadania.blogspot.com/, za co serdecznie dziękuję, jak nakazuje tradycja, ma u mnie pół litra :)

Zasady:
1. Nominuj 7 lub więcej blogów, które Twoim zdaniem zasługują na wyróżnienie.
2. Poinformuj nominowanych blogerów o tym fakcie.
3. Napisz o sobie 7 rzeczy, których inni nie wiedzą.
4. Podziękuj blogerowi, który Cię nominował i dołącz do posta obrazek Versatile Blogger Awards.Obrazek można znaleźć o tu!

Moje nominacje:







Owe nieszczęsne fakty, od razu ostrzegam, żadnych rewelacji:
1.       Nie jestem zbyt towarzyski, większość ludzi po czasie dłuższym niż dwie godziny zaczyna mnie irytować :)
2.       Odkąd pogryzł mnie pies, panicznie boję się tych zwierząt, ale nie pokazuję tego po sobie :)
3.       Oblałem pierwszy egzamin na prawko, ale wszystkim mówię, że mam dopiero za tydzień :)
4.       Nie znoszę porażek, co oznacza, że fakt nr 3 sprawił, że cały dzień chodziłem jak struty :)
5.       Swoją dziewczynę poderwałem pod wpływem substancji wyskokowych w formie płynnej, normalnie bym sienie odważył…(No dobra, to jest wynurzenie ;O) :)
6.       Nie rozumiem wielomianówJ
7.       Lubię udawać, że interesują mnie oferty ludzi z Biura Obsługi Klienta, którzy do mnie dzwonią, mówić im, żebyzadzwonili następnego dnia, a potem nie odbierać ^^ . Tak wiem, ze to chamstwo :D

NOMINACJA NR 2
Kolejna nominacja, tym razem od Natalii z http://czlowiek-ktory-sie-nie-narodzil.blogspot.com/, której równie serdecznie i gorąco dziękuję, kolejne pół litra zanotowane w notesiku J

Moje nominacje:








Fakty..:
1.       Denerwują mnie ekolodzy. Nie wierzę w żadne „ocieplenie klimatu”, nawet planuję tym zrobić jakiś artykuł:)
2.       Byłem na Marszu Niepodległości w Warszawie, było świetnie :)
3.       Kiedy czuję doła, puszczam sobie Braci Figo Fagot, ale tylko na słuchawkach, żeby nikt nie słyszał :)
4.       Nie znam się na samochodach ani na piłce nożnej,  gdyż i to i to mnie nie obchodzi :)
5.       Moim ulubionym filmem jest Avatar, chociaż powtarzam za każdym, że „jest do dupy” :)
6.       Oszukiwałem na teście gimnazjalnym! :O Znaczy, dawałem odpowiedzi z angielskiego każdemu w zasięgu rzutu papierkiem. :)
7.       Tak naprawdę…to lubię szkołę :)





czwartek, 23 stycznia 2014

"Gra o tron": książka vs serial

Powiedzmy sobie jasno- mało osób czyta książki. Lenistwo, brak czasu, dostępu lub po prostu- foch na literki...powód jest nieważny. Natomiast prawie każdy ogląda telewizję. Od dawna toczą się spory na temat tego, co jest lepsze. Obie strony mają swoje racje, ale w większości przypadków są to wymiary tak różne,że trudno zabrać się za rzetelne porównanie. "W większości przypadków" sugeruje,że są jednak wyjątki. I tu pojawia się coś co nazywamy "adaptacją". Coś, co daje nam materiał do konfrontacji zarówno wersji telewizyjnej jak i książkowej. A więc jak to jest w przypadku serialu "Gra o tron"? Co jest lepsze?
Jako zagorzały fan, postaram się przybliżyć Wam swój punkt widzenia.
1."Krwawe Gody".
Zdecydowanie największa zmiana w stosunku do fabuły książki. Rob Stark bowiem tak naprawdę ożenił się z Jeyne Westerling! Była ona córką jednego z mniej znaczących rodów Dorzecza. Z Robbem poznali się kiedy chłopak szturmował jej rodzinną twierdzę- Białą Grań. Został wtedy ranny w ramię (trafiła go strzała). Zamek został zdobyty, a Młody Wilk oddał się pod opiekę Jeyne. Wkrótce potem przyszłą wieść o spaleniu Winterfell, i pod wpływem emocji młodzi spędzili ze sobą noc. Nie chcąc skazić honoru dziewczyny, młody Stark bierze ja za żonę. Pokazuje to jak bardzo wdał się w swojego ojca, który nade wszystko cenił honor. Nie ma tu mowy o żadnej namiętnej miłości, choć i ta przyszłą z czasem. W serialu natomiast Młody Wilk zakochuje się w pannie z możnego rodu z Volantis, która wcześniej go nienawidziła bo kaleczył ludzi na wojnie :). No i samo wesele u starego Frey'a. Żony Starka nie było na przyjęciu! A tym bardziej nie była w ciąży. Jednak...takie przedstawienie "Krwawych Godów" jest bardziej emocjonalne, buduje w widzu większą nienawiść do Lannisterów, i sympatię dla Starków. Ludzie płakali(!) oglądając ten odcinek.
W tym wypadku Wygrywa: SERIAL
2.Tyrion Lannister
Kim jest najmłodszy syn lorda Tywina, chyba nie muszę tłumaczyć. Powiem tylko, ze dla mnie to najbarwniejsza i najciekawsza postać zarówno w książce jak i serialu. Inteligentny i przepełniony wewnętrznym cierpieniem, które topi w kolejnych dzbanach wina, powoduje, że na przemian możemy się śmiać i płakać. Jednak jest różnica pomiędzy Tyrionem z "Pieśni Lodu i Ognia" i tym z telewizyjnego ekranu.
W książce, George R.R.Martin opisuje go jako małego, powykrzywianego człowieczka, o niezbyt urodziwej (żeby nie powiedzieć "szpetnej") fizjonomii, różnokolorowych oczach, z których jedno jest zielone, a drugie czarne.Porównajcie sami! U góry- Tyrion z książki, poniżej- z serialu:








Nie znam się na ocenianiu męskiego wyglądu, ale aktor grający jego rolę przywodzi mi na myśl Hugh Laurie, a za nim przecież kobiety się uganiają! Ale to pewnie przez smutny fakt, że brzydkiemu "Pół-mężczyźnie" nikt by nie współczuł...I kwestia "blizny"...W książce stracił CAŁY nos, zamiast którego miał ziejącą dziurę. Według reżysera, najwyraźniej brak nosa można wymienić na zacięcie się brzytwą...Nikt nie zauważy.
Wygrywa: KSIĄŻKA!
3. Daario Nacharis
I znowu...Czy tak trudno byłoby się troszkę postarać, i ucharakteryzować aktora jak trzeba? Czy trochę niebieskiej i złotej farby plus sztuczna broda, to tak wiele? Tyrosh- jedno z Wolnych Miast, z którego pochodzi Daario, jest znane z ekstrawagancji swoich mieszkańców, którzy lubią ubierać się krzykliwie, układać włosy w fantastyczne fryzury itp...A według  autora "Pieśni...", Nacharis był cudakiem nawet jak na standardy swojej ojczyzny! Miał niebieskie włosy, zarówno na brodzie (która była ukształtowana na kształt trójzębu) jak i głowie, natomiast wąsy farbował na złoto. Dodatkowo nosił barddzo "gryzące sie" kolorowo ubrania. Ciekawa postać, prawda? Przyciągałaby uwagę...Ale zamiast tego:











Dostajemy:








Dlaczego?
Nie wiem jak Wam, ale we mnie ten serialowy Daario wzbudza niechęć, prawie odrazę. Jest w nim coś...śliskiego powiedziałbym...I jego pewność siebie...W książce była ok, pasowała do całej postaci, no bo ktoś tak krzykliwy musi być pewny siebie! A w serialu...irytuje.
Ponownie:
Wygrywa: KSIĄŻKA




4.Silny Belwas
A właściwie jego brak. Był on potężnie zbudowanym eunuchem przysłanym przez magistra Ilyrio dla Daenerys, aby ją chronił. Wcześniej walczył na arenie, gdzie wyrobił sobie sławę niezwycieżonego. Jego brzuch zdobiły liczne blizny, gdyż przed każdym zwycięstwem pozwalał swoim przeciwnikom się zranić. Jednak może jeszcze sie pojawi, dlatego w tym przypadku, pozostawię to bez rozstrzygnięcia.

A Wy co wolicie?


 

sobota, 18 stycznia 2014

Deszcze Castamere

Dzisiaj naszła mnie ochota na coś innego. Kolejna część opowiadania jest w drodze,ale żeby trochę odświeżyć umysł zabrałem się za coś,co już od jakiegoś czasu za mną chodziło. Cóż to takiego? Hmm...W mojej playliście jest utwór Liama Drydena, którego pierwsza zwrotka pochodzi z "Pieśni Lodu i Ognia" Georga R.R. Martina,a pozostałe zostały dodane przez samego Liama. I o ile pierwsza zwrotka została przetłumaczona na język polski,pozostałe nadal są tylko w wersji angielskiej. I co z tego? Przecież tak lepiej to brzmi! Racja. Ale jako fan serialu "Gra o tron", jak i książek, na podstawie których powstał, czuję się zobowiązany do przekładu. I może nie bedzie to zbyt profesjonalne, ale...No cóż:) Po prostu chcę spróbować. Wiadomym jest,że dla zachowania rymów i mniej wiecej rytmiki z przetłumaczonej pierwszej zwrotki niezbedne będą pewne modyfikacje, jednak postaram się je zminimalizować. A więc...BEHOLD:

Wersja angielska:
And who are you  the proud lord said                           A kim Ty jesteś,rzekł dumny lord
That I must bow so low?                                             Że muszę ci sie kłaniać?
Only a cat of a different coat,                                  Jedynie kotem innej maści
That's all the truth I know                                           Takiego jestem zdania!
In a coat of gold or a coat of red                              W płaszczu czerwonym,albo złotym
A lion still has claws,                                                    Lew zawsze ma pazury
And mine are long and sharp, my friend,             A moje równie ostre są
As long and sharp as yours                                         I sięgną twojej skóry!

And so he spoke, and so he spoke,                        Tak gadał ten lord Castamere
That Lord of Castamere                                               Tęgiego zgrywajac zucha
And now the rains weep o'er his halls                  Dziś w jego zamku płacze deszcz
With no-one there to hear                                        I nie ma go kto słuchać
Yes, now the rains weep o'er his halls                 Dziś w jego zamku płacze deszcz
With not a soul to hear                                                  Którego nikt nie słucha

And who are you, the brother said                        A kim ty jesteś brat króla rzekł
To keep my throne from me?                                   Aby spychać mnie z tronu?
The boy has no claim, just a stag in name            Ten chłopiec ma jelenia w herbie
A lion's all I see                                                      Lecz nie jest z Baratheonów!
 You have your gods and your false boy king      Czymże jest ten fałszywy król
What have they done for you?                                Czy nawet twoi bogowie?
 My Lord of Light has the truth, and the might   Ze mną potęga Pana Światła
His fire will lead me true                                             Niech drżą moi wrogowie!

And so he spoke, and so he spoke                         Tak oto mówił w słusznym gniewie
That stag of Dragonstone                                           Ten Jeleń ze Smoczej Skały
And now the flames tear down his pride             Dziś jego dumę a nie lwa
And the boy withholds the throne                         Płomienie rozerwały
Yes, now the flames tear down his pride             Dziś jego dumę, a nie lwa
And the boy withholds the throne                         Płomienie rozerwały

And who are you, the Young Wolf said                 A kim ty jesteś, rzekł Młody Wilk
To rule with so much fear?                                        By rządzić nami strachem?
You follow the law of a summer child                Pamiętaj chłopcze, gdy zetniesz wilka
But winter is drawing near                                         To rozwścieczysz watachę
When you kill a wolf you enrage his pack,           Północ pamięta twoje winy I nic jej nie zatrzyma
You'll fear our howls of war                      Bo rządzisz nami prawem wiosny,kiedy nadchodzi zima
And when the North brings its icy chill      Będziesz się bał nadejścia mrozu az nim wilczego
wycia
You'll hear no lions roar!                          I kiedy zabrzmi w mrokach nocy, lew nie wyjdzie z ukrycia
And so he spoke, and so he spoke                Tak mówił ten Król Winterfell
That King of Winterfell                                      Nie widząc swej pomyłki
And now the wolves clean out his home  Nad jego zamkiem czarny dym, w środku żerują wilki
With not a soul to tell                                         
Nad jego zamkiem czarny dym, w środku żerują wilki
Yes, now the wolves clean out his home
With not a soul to tell


And so they spoke, and so they spoke          I tak mówili, i tak mówili
Those foes of Casterly                                         Wrogowie Lwów ze Skały
And now their blood will paint her walls     Dzisiaj ich krew wsiąka w jej ściany
For all the lions to see                                          Ku zwiększeniu lwiej chwały
Yes, now their blood will paint her walls     Dzisiaj ich krew wsiaka w jej ściany
For all the lions to see
                                         Ku zwiększeniu lwiej chwały